Poczytaj najnowsze
wieści na stronie

Kliknij w portal
i przenieś się w czasie

Zapomniane miejsca
Historia wsi
Ciekawostki
Zamek w Bardzie
Niesamowite historie
Znani i nieznani
Wspomnienia
Czy wiesz, że...
Bardo w XIX wieku
Stare reklamy
O cudach Matki Bożej Bardzkiej
Król w zakonnym przebraniu
Jak Matka Boża do kasztelana przemówiła
O nyskim potworze
Jak wiatr z diabłem po Bardzie hulali
Legenda o końcu świata
Kamień Brygidy
Cudowne ocalenie Bardzkiej Madonny
Obraz Matki Bożej z Laskówki

O cudach Matki Bożej Bardzkiej

Jak każde sanktuarium, Bardo posiada swoją legendę o początkach kultu Matki Boskiej. Została ona zapisana przez mnicha cysterskiego Stefana w 1523 roku na dwóch tablicach i nazwana później - legendą Bardzką. Tablice z tekstem legendy nie zachowały się do naszych czasów, a jej treść znamy z przekazu z XVII wieku (cytowany tu skrót za M. Sikorski, "Sekrety sanktuarium w Bardzie").

Wspomniany napis mówi: „Tutaj, gdzie obecnie stoi kościół, przed prawie 300 laty pewien służący ujrzał Figurę Najświętszej Dziewicy, która dotąd znajduje się w kościele. Oznajmiła mu ona, iż Dziewica Boża na tym miejscu obrała sobie siedzibę i świątynię, gdzie chce być szczególnie czczona. Figura natomiast ukazała się młodzieńcowi na znak, że właśnie tu stanie owa świątynia. Dlatego też należy ją czcić coraz bardziej. Wkrótce potem pewien Czech złamał sobie przypadkowo nogę. Złożył on ślub nawiedzenia Figury Najświętszej Dziewicy, by sobie uprosić powrót do zdrowia. Prośba jego została wysłuchana. Dlatego ów Czech zbudował na cześć Najświętszej Dziewicy Maryi i na świadectwo doznanego cudu drewnianą kaplicę. Kiedy jednka do tej kaplicy, w której była umieszczona cudowna Figura przybywało bardzo wielu pielgrzymów, a on wiedział, iż chorzy, umierający, uwięzieni, poszkodowani przez ogień, wodę, zagrożeni przy porodzie czy też innymi nieszczęściami doznawali tu pomocy, zbudował w końcu Matce Bożej świątynię z kamienia.”

Legendy cytowane za K.Plebanek "Sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary"

Król w zakonnym przebraniu

Niedaleko Barda leży wieś Opolnica, dawniej też zwana Chrobrówką. W bardzo dawnych czasach do wsi tej przybył jakiś dziad wędrowny. A że już wieczór zapadł, zaczął chodzić od chaty do chaty, prosząc o nocleg. Ale - jak to zwykle bywa - przed biedakiem zamykały się drzwi bogatych, nikt nie chciał go przyjąć. Przyjęto go dopiero w małej, biednej chacie pod lasem. Było w niej kilkoro drobnych dzieci, z których najmłodsze liczyło dopiero kilka dni. Ojca rodziny, ubogiego drwala, nie było w domu, bo poszedł na wioskę szukać chrzestnego dal swego najmłodszego dziecka. Niebawem i on wrócił do domu zniechęcony bezowocnym poszukiwaniem, bo do biedaka nikt nie chciał iść za chrzestnego. - No cóż, musicie się przecież gdzieś przespać - rzekł do wędrownego dziada - zostańcie, znajdzie się i dla was miejsce. A może wy chcielibyście być chrzestnym dla mojego dziecka? - Chętnie wam oddam tę przysługę - odrzekł dziad. Nazajutrz urządzono skromne chrzciny i nieznany dziad ugoszczony czym chata bogata, udał się w dalszą drogę. Minęło zaledwie parę dni a oto do wioski zajeżdża wspaniały orszak zbrojnych rycerzy, na którego czele na pięknym rumaku jechał mąż o pięknym, ale poważnym obliczu. Był to sam król Bolesław Chrobry. Najznakomitsi we wsi kmiecie biegli go przywitać i zapraszali do siebie, ale on mijał ich obojętnie i jechał wprost na skraj wsi, do chaty biednego drwala. Z niskim ukłonem wyszedł na powitanie króla biedak. Ależ jakie było jego zdziwienie, gdy we wspaniale ubranym królu rozpoznał owego wędrownego dziada, chrzestnego jego dziecka. Tak, bo Bolesław był dobrym monarchą, który w dziadowskim przebraniu chodził czasem po wsiach, aby dowiedzieć się jak żyją jego poddani, jakie są ich radości i troski a zwłaszcza jak żyją biedacy, których głosy tak rzadko docierały do uszu królewskich, nie byli bowiem dopuszczani przez bogatych i możnych. Radość i wesele zapanowały odtąd w chacie biednego drwala. Skończyła się bieda. Król poznawszy jego dobroć i gościnność nadał mu sporo ziemi i rozkazał dla niego wybudować okazałą zagrodę. Miejsce gdzie stało to zabudowanie, do dziś pokazują ludzie ze wsi, nazywając je zamkiem."

Jak Matka Boża do kasztelana przemówiła

Pewien młodzieniec - Polak - służący bardzkiego kasztelana Jana Seruchy, pobożnie modlił się w kaplicy zamkowej do Matki Bożej, którą bardzo kochał. Nagle otoczyło go niebiańskie światło. Ukazała mu się Matka Boża z Figurką w ręce. Wręczając mu Figurkę, pełnym macierzyńskiej miłości głosem powiedziała: - Oto masz, co pocieszać cię będzie w Mej nieobecności. Oto Figurka przedstawiająca mnie i mojego syna. Niech będzie ona dla ciebie dowodem jak bardzo cię kochamy. Ci, którzy się miłują, obdarzają się swymi podobiznami, tak i ta Figurka niech ci przypomina mą ku tobie miłość. Nadchodzi czas, że wnet wzniesiecie mi w tym miejscu piękne kościoły. Bardo stanie się ukochaną moją siedzibą, tu będę królować. Lud skłoniony mymi dobrodziejstwami i sława tego miejsca, będzie zdobić moje ołtarze i uczucia miłości swego serca będzie przede mną wylewać. Ty zaś o ile zdołasz, wznieś mi tu ołtarz i umieść w nim Figurkę, aby odbierała cześć publiczną. Przyjmij synu Matkę." Młodzieniec z jak największą pobożnością przyjął Figurkę z rąk Maryi, całował Boże Dziecię i za dar boży podziękował. Najświętsza Panna czule się z nim pożegnała i uniosła się do nieba..."

O nyskim potworze

Dawnymi czasy rzeka Nysa płynęła szerokim korytem i między Bardem a Przyłękiem tworzyła szerokie rozlewisko z wyspami. W rozlewisku tym żyły olbrzymie potwory o wyglądzie wieloryba. Wspomina o tym B.Balbin w swojej książce "Diva Warthensis". Pisze on, że w 1640 roku podczas wojny trzydziestoletniej oddział szwedzkich rajtarów dotarł do Przyłęku, chcąc złupić osadę. Na jednej z wysp porośniętej sitowiem, na rozlewisku między Bardem a Przyłękiem, schroniło się wielu ludzi z dobytkiem. Rzeka była głęboka, stan wody wysoki, uchodźcy czuli się na wyspie bezpieczni. Jeden z rajtarów, licząc na obfitą zdobycz, postanowił na koniu przepłynąć rzekę i dostać się na wyspę. Gdy wjechał do wody, wśród zgromadzonych na ostrowie ludzi zapanowała panika. Wszyscy zaczęli się głośno modlić do Matki Bożej Bardzkiej. Wtedy z wody wynurzył się olbrzymi potwór o wyglądzie wieloryba, rzucił na rajtara i połknął go. Jego kompani, widząc co się stało z kolegą, w popłochu pouciekali. Od tego czasu jednak w Nysie już nie widziano potwora.

Jak wiatr z diabłem po Bardzie hulali

W kościele bardzkim na filarze w nawie głównej jest umieszczona figura świętego Michała Archanioła, stojącego na pokonanym szatanie. Z figurą tą związano przyczynę silnych wiatrów, jakie w porze jesiennej i zimowej często dają się we znaki mieszkańcom miasteczka. Oto co na ten temat mówi legenda. Dawno, dawno temu, w okolice Barda wybrali się na wycieczkę szatan i jego kolega wiatr. Chodzili po górach, podziwiali piekną okolicę, zwłaszcza przełom Nysy Kłodzkiej, który w okolicach Barda jest najpiękniejszy. Droga ich wiodła koło kościoła, w kościele zaś odbywało się nabożeństwo. Pięknie grały organy, pielgrzymi śpiewali. Szatan chciał zobaczyć, jak takie nabożeństwo wygląda. Nie z pobożności ale z ciekawości wszedł do kościoła. Wszedł głównymi drzwiami i stanął po chórem. W kościele zaś nad porządkiem czuwał święty Michał, o czym szatan wiedział. Gdy święty zobaczył szatana, rzucił się na niego. Rozgorzała straszna walka w której szatan został pokonany. Święty Michał po odniesionym zwycięstwie już nie wypuszcza swego jeńca, ale trzyma go do dziś. Wiatr daremnie czeka kiedy kolega - szatan - wyjdzie z kościoła. Czekając wieje i dokucza mieszkańcom Barda. Dopiero gdy święty uwolni szatana, w Bardzie przestanie wiać."

Legenda o końcu świata

Przybywające do Barda pielgrzymki i wycieczki czeskie interesuje kolumna z figurą Matki Bożej, stojąca przy ulicy Kolejowej. Dlaczego? Między Czechami znane jest opowiadanie, które znalazło swój oddźwięk nawet w powieści pisarki Nemcowej o tzw. zapadającej się Matce Bożej. Mówi ono, że w Bardzie przy ulicy Kolejowej, kolumna, na której umieszczona jest figura Matki Bożej, zapada się (jest to złudzenie, nie kolumna się zapada, ale droga się podnosi). Otóż kiedy kolumna zapadnie się całkowicie i już nie będzie jej widać, nastąpi koniec świata..."

Kamień Brygidy

Zagroda Bedrzicha, mieszkańca obecnej wsi Dębowiny, leżącej między Kłodzkiem a Bardem, była częściej niż inne odwiedzana przez młodych, urodziwych, nierzadko bogatych kawalerów. Przyczyną tego była słynąca w całej okolicy z nadzwyczajnej urody córka gospodarza Brygida. Rychło okazało się, że w parze z pięknością błękitnookiej i złotowłosej panny nie idą inne zalety. Zamiast pracować, długo wylegiwała się w łożu lub przesiadywała z kawalerami w izbie, bądź też spędzała czas na spacerach w pobliskim lesie. Starającym się o jej rękę obiecywała zamążpójście, jednak słowa nie dotrzymywała. Ba! Posunęła się nawet do tego, że podjudzała zalotników, obiecując rękę tym, którzy ukrzywdzą innych, przez nią wskazanych. Igrała panna z losem, igrała, aż wreszcie się doigrała. Zyskała sławę osoby zarozumiałej, okrutnej, złośliwej, a na dodatek leniwej. Zalotnicy przestali ją odwiedzać uznając, że nadaje się na żonę tylko dla samego diabła. Niedługo trzeba było czekać, by ze zgryzoty i wstydu zmarła matka, a ojciec ciężko zaniemógł. Na Brygidę spadły teraz gospodarskie obowiązki, w których przedtem wyręczali ją rodzice. Na pomoc sąsiadów nie mogła liczyć, bo swym zachowaniem zdążyła sobie zrazić wszystkich. Samotna, i już nie taka piękna i zadbana jak dawniej, coraz częściej rozmyślała nad swymi niecnymi postępkami. Zapragnęła, nawet szczerze poprawić się, lecz do tego nie chcieli dopuścić diabli, którzy od dawna czyhali na jej duszę. Do lasu chodziła już nie po to, by po nim spacerować i siadywać na ogromnym kamieniu, nad strumykiem, gdzie w spokoju mogła i obmyślać intrygi i złośliwości wobec zalotników i wścibskich sąsiadów. Pewnego razu, gdy uzbierała ogromną stertę chrustu i wiejskim zwyczajem wzięła go w płachtę, zarzucając ciężar na plecy, pomyślała, że może sąsiedzi widząc jak ciężko teraz pracuje zmienią wreszcie o niej sądy. Utrudzona nadmiernym ciężarem zapragnęła odpocząć chwilkę, przy strumyku i usiąść na ulubionym głazie lecz diabli czyhający na jej duszę spowodowali, aby dochodząc do głazu zawadziła nogą o wystający korzeń drzewa i tak nieszczęśliwie upadła, że uderzając głową o kamień straciła przytomność. Duży upływ krwi i przygniatający ją ciężar chrustu sprawiły, że niebawem wyzionęła ducha. Okoliczni ludzie na pamiątkę, tego wydarzenia nazwali ogromny głaz Kamieniem Brygidy. Głaz ten można oglądać i dziś przy tzw. Długiej Drodze prowadzącej na południe od Barda. Wykuty na nim znak krzyża, jak twierdzą znawcy tematu, wyznaczył już w 1294 roku granicę dóbr należących do klasztoru kamienieckiego, w skład których wchodziło i Bardo, a czeską prowincją kłodzką późniejszym hrabstwem kłodzkim."

Cudowne ocalenie Bardzkiej Madonny

Przed niewielu laty człowiek poważany w Warcie ze względu na swój wiek i wpływ, zwołał przed swą śmiercią współobywateli, aby nie zaginęło wspomnienie wydarzenia, jakie się dokonało przy Cudownej Figurze. Opowiedział im pod przysięgą to, co usłyszał od swych dziadków i pradziadków o tym wydarzeniu: Otóż, kiedy przy nagle wybuchłym pożarze cała Warta stanęła w ogniu, rozszalały żywioł ogarnął również czeski kościół. Wtedy dwaj cystersi pospieszyli do płonącej świątyni by ratować cudowną Figurę. Jeden z nich zawrócił nie wytrzymując gorąca, ale drugi odważnie rzucił się w ogień, dotarł do ołtarza na którym stała Figura i pochwycił kosztowny skarb w swoje ręce. Już był na środku kościoła, kiedy zawaliło się płonące sklepienie i zamknęło mu drogę odwrotu. Szukał więc innego sposobu wyjścia. Kamienne schody prowadziły do organowego chóru. Zawrócił się więc w tę stronę. Tymczasem i tu również wybuchnął ogień napędzany szalejącą wichurą. Płomienie zdusiły i spaliły bohaterskiego ojca. Następnego dnia przybyli obywatele Warty, by odszukać Cudowną Figurę i zwłoki ojca. Znaleźli Figurę cudownym sposobem nieuszkodzoną pod rumowiskiem, pokrytą popiołem spalonego kapłana. Śladem pożaru było tylko przyczernienie Figury. Natomiast z bohaterskiego kapłana ocalało jedynie ramię, którym obejmował Figurę. Na posadzce kościoła widniało długi jeszcze czas zaznaczone miejsce, gdzie jego ciało padło ofiarą ognia. Kiedy rozeszła się wieść o tym cudzie, wielu ludzi, a szczególnie szlachty pielgrzymowało do Warty, by zobaczyć Cudowną Figurę, którą umieszczono tymczasowo w kościele niemieckim. Przychodzili jednak również do ruin kościoła czeskiego i przychodzą po dziś dzień, by zobaczyć świadectwo tego cudu."

Księga Pielgrzymia (Wallfahrtsbuch) cystersa Marcina Rudolfa, proboszcza z Mąkolna, która ukazała się w roku 1626. Obecnie książka ta zaginęła. Cytowany powyżej wyjątek za Balbinem, współbratem Marcina Rudolfa.

Obraz Matki Bożej z Laskówki

W barokowym kościele w Laskówce szczególną uwagę zwraca obraz Matki Boskiej z dzieciątkiem, znajdujący się w jednym z bocznych ołtarzy. O tym, że wizerunek ten ma znaczenie szczególne, świadczą liczne vota zawieszone po obu jego stronach. Jego historię przekazuje pewne podanie ludowe: "Gdzie dzisiaj stoi krzyż na przełęczy (chodzi o Przełęcz Łaszczową), wisiał niegdyś na pewnym drzewie obraz Matki Boskiej. Stąd przeniesiono go do kościoła, gdzie wielokrotnie przenoszono go z miejsca na miejsce, bo pięknie ozdabiał jego wnętrze, jak donosiła relacja z 1752 roku. Pewnego razu gdy ludzie rankiem przyszli do kościoła zauważyli, że obraz zniknął. Wkrótce okazało się, że obraz wisi na tym samym drzewie na przełęczy z którego go zdjęto. Obraz w uroczystej procesji prowadzonej przez księdza Handa został ponownie zdjęty z drzewa, przeniesiony do kościoła i umieszczony w miejscu gdzie go pierwotnie zawieszono, i tam na ołtarzu wisi do dzisiejszego dnia. Na skutek licznych cudownych zdarzeń za przyczyną Matki Boskiej z Laskówki, wielu pielgrzymów odwiedzało cudowny wizerunek. Po pewnym czasie trzej mężczyźni ze wsi wybrali się do Rzymu, aby tam zgłosić nowe, słynące cudownymi zdarzeniami miejsce pielgrzymkowe. Trzej mężczyźni wsi więcej do niej nie powrócili, a obszar z Laskówki nie został ogłoszony przez Rzym "słynącym łaskami" i przez to nie stał się szerzej znanym w okolicy". Tak mówi miejscowa legenda.


Podyskutuj na forum


Obejrzyj galerię zdjęć


Księga Gości


Trasy spacerowe



Copyright 2010 © Tomasz Karamon
Design & code - Anna Karamon
Bardo 2010


stat4u