Poczytaj najnowsze
wieści na stronie

Kliknij w portal
i przenieś się w czasie

Zapomniane miejsca
Historia wsi
Ciekawostki
Zamek w Bardzie
Niesamowite historie
Znani i nieznani
Wspomnienia
Czy wiesz, że...
Bardo w XIX wieku
Stare reklamy
Tutaj przeczytacie o zapomnianych i praktycznie w ogóle nie znanych miejscach na terenie naszej gminy. O miejscach, których nie opisują żadne przewodniki, o których nie ma informacji na żadnej z istniejących stron internetowych. To tajemnicze miejsca, pomniki historii, przyrody, które koniecznie trzeba odwiedzić i obejrzeć, a także uchronić przed zapomnieniem i zupełnym zniszczeniem!

Krzyże pokutne


Krzyż pokutny z Laskówki

„My, Beatrycze, księżna Śląska i władczyni Książa, chcemy, aby wszystkim wyznawcom Chrystusa, do których dotrze ten dokument jako dowód, było wiadome, że Konrad von Langinberc, były stanowicki młynarz (molendinarius) pozbawiony został życia przez Konrada, byłego zarządcą majątku (rector curiae) w Pasiecznej. Za zamordowanie tego człowieka, brat Günther, obecny administrator klasztoru zaproponował żonie, dzieciom i pozostałym krewnym zabitego stosowną i przyzwoitą kwotę pokutną, którą zatwierdziła Rada Zaufanych Mężów. Żona, dzieci i bliżsi krewni, którzy obecni byli przy ugodzie i przyjęli kwotę pokutną ustaloną na 12 marek, złożyli swoje podpisy. Sumą półtorej marki otrzymał ponadto sługa zabitego za odniesione obrażenia, a chirurg, który udzielił mu pomocy 1 markę. Na znak ugody wzniesiony został na miejscu zbrodni krzyż. Wszyscy wymienieni, po zatwierdzeniu ugody, zrezygnowali w sądzie, w obecności wójta i ławników, z wszelkich działań, mogących mieć charakter zemsty, dziękując za korzystne warunki ugody. Ażeby żadna z wyżej wymienionych osób nie dopuściła się pogwałcenia ugody, postanowiliśmy opatrzyć dokument naszą pieczęcią i pieczęciami brata Günthera, administratora klasztornego i obywatela Strzegomia, nadając mu moc prawną. Jako świadków ugody pokutnej wymienia się (...) oraz wielu innych godnych zaufania ludzi. Sporządzono ręką Konrada, rektora szkół strzegomskich, w dniu 4 grudnia Roku Pańskiego 1305”.



Tak brzmi skrócony przekład pewnego łacińskiego dokumentu, zachowanego w archiwum wielkiego przeorstwa joannitów w Pradze. Dokumentu, który jest uważany za najstarszy, spośród wszystkich tego rodzaju zapisów z czasów średniowiecza i często cytowany w literaturze przedmiotu. Stanowi on przykład compositio, czyli ugody pokutnej, zawieranej pomiędzy rodziną ofiary a mordercą pod auspicjami władzy świeckiej i kościelnej, zgodnie z ówczesnym prawem zwyczajowym. Prawem, które z czasem wyparło lokalną odmianę wendetty, czyli krwawej zemsty rodowej w imię zasady „oko za oko, ząb za ząb”. Stąd też występujący w dokumencie ważny akapit pod¬kreślający wyrzeczenie się zemsty w przyszłości ze strony rodziny ofiary.

Opisane w tym dokumencie wydarzenie rozegrało się przed blisko sied¬miuset laty na Dolnym Śląsku, w księstwie świdnicko - jaworskim, niedaleko Strzegomia (dziś woj. dolnośląskie). Ofiarą był młynarz ze wsi Stanowice, a mordercą zarządca majątku z położonej tuż obok wsi Pasieczna. Karą była wysoka główszczyzna, czyli opłata za głowę zabitego oraz nakaz wystawienia krzyża na miejscu zbrodni. O randze tego dokumentu świadczy fakt, iż podpisała się pod nim i złożyła swą pieczęć nawet sama księżna Beatrycze, żona ówczesnego piastowskiego księcia Bolka I Surowego.

Jest to dokument najstarszy, ale nie jedyny w swoim rodzaju. Z terenu Europy znane są ich setki, z terenu Śląska kilkadziesiąt. Zostały one zapisane w księgach miejskich lub sądowych wielu miast, m. in. takich jak: Wrocław, Zgorzelec, Złotoryja, Strzelin, Świdnica, Jawor, Środa Śl., Bolków czy Nysa.

Krzyż pokutny z Dzbanowa

Ich wspólną cechą jest to, iż w większości przypadków posiadają one zapis nakazujący mordercy wystawienie kamiennego krzyża lub kapliczki na miejscu popełnionej zbrodni. Prócz tego zabójca musiał spełnić wiele dodatkowych powinności, do których zwykle należało:

• pokrycie kosztów pogrzebu ofiary,
• zamówienie mszy świętych za duszę zabitego,
• zapłata główszczyzny w określonej kwocie jednorazowo lub w ratach,
• łożenie na utrzymanie wdowy i dzieci wraz z ewentualnymi kosztami ich przyszłego kształcenia,
• opłacenie kąpieli oczyszczających dla miejscowej biedoty oraz zjedzonych przez nią posiłków,
• ofiarowanie określonej ilości wosku i świec na potrzeby kościoła,
• opłacenie kosztów przewodu sądowego, niekiedy przeliczanego na ilość wypitego podczas niego piwa,
• odbycie pielgrzymki do jednego z ówczesnych miejsc świętych, takich jak: Rzym, Jerozolima, Akwizgran, Santiago de Compostela, Wisnack.

Niekiedy stosowano inne, czasem bardzo wymyślne i poniżające kary, takie jak: stanie pod pręgierzem, przejście nago przez wieś, klęczenie nad otwartym grobem ofiary z trzymanym w rękach narzędziem zbrodni, wielokrotne publiczne obchodzenie cmentarza (gdzie spoczywały zwłoki ofiary) na klęczkach i ze świecą w dłoniach, a także banicja poprzedzona karą, na przykład w postaci wielotygodniowego sprzątania miasta.

Tak więc korzyści płynące z owego prawa zwyczajowego odnosił nie tylko morderca unikający kary śmierci, ale także rodzina ofiary, głównie w postaci główszczyzny czyli formy dzisiejszego odszkodowania za poniesioną śmierć oraz lokalna władza i społeczność (np. kąpiele dla biedoty, darmowe sprzątanie miasta), a także kościół (zamówienie mszy św., wosk na świece).

Prawo to funkcjonowało od końca XIII do połowy XVI w., a konkretnie do roku 1532, kiedy to cesarz Karol V wprowadził nowy kodeks karny zwany w skrócie CCC, czyli Constitutio Criminalis Carolina. Jednakże w praktyce prawo to stosowano jeszcze do XIX w., chociaż coraz częściej krzyż pokutny wykonywał nie morderca, ale zawodowy kamieniarz za jego pieniądze. Niekiedy też morderca szedł do więzienia, a kamienny krzyż, nawiązujący formą do średniowiecznych krzyży pokutnych, wystawiała rodzina zabitego.

Zgodnie z zapisami zawartymi w ugodach pokutnych (compositio) krzyże pokutne (później także kapliczki) miały być stawiane zwykle w miejscu popełnionej zbrodni, rzadziej na grobie ofiary. Były to więc najczęściej odludne miejsca w lasach, przy drogach czy na polach (np. z powodu bójki o miedzę). Niekiedy zapis w ugodzie nakazywał wystawienie krzyża tam, gdzie sobie tego życzyła rodzina zamordowanego, na przykład na skrzyżowaniu dróg czy przed kościołem, a więc w miejscu, gdzie mógł być on dobrze widoczny i zwracać sobą uwagę ku przestrodze innym i skłonieniu do modlitwy za duszę zabitego.

I właśnie owe kamienne monolityczne krzyże i kapliczki rozsiane po całej Europie, zwłaszcza Środkowej i Zachodniej, są (prócz dokumentów pisanych) jedynymi materialnymi pamiątkami owych średniowiecznych tragedii. Według szacunkowych danych, opartych na oryginalnych dokumentach, wzmianek w literaturze przedmiotu oraz inwentaryzacjach przeprowadzonych i opublikowanych w różnych krajach, można przyjąć, iż w całej Europie wystawiono przynajmniej dziesięć tysięcy tego rodzaju obiektów, z czego do dnia dzisiejszego zachowało się około siedem tysięcy. Prawdopodobnie krzyży i kapliczek pokutnych było znacznie więcej, ale fakt ich powstania czy istnienia nie został odnotowany lub też odpowiednie dokumenty zaginęły. Świadczą o tym wzmianki towarzyszące najstarszym opisom, mówiące o tym, iż wiele takich obiektów zniszczono podczas budowy lub poszerzania dróg, regulacji granic pól bądź też traktując je po rozbiciu jako materiał budowlany.

Już w roku 1928 tak pisano o ich rozprzestrzenieniu: występują one od północnych Włoch po kraje skandynawskie i od Hiszpanii po Kaukaz. W Polsce spotkać je można głównie na Dolnym i Górnym Śląsku oraz na Ziemi Lubuskiej, choć pojedyncze obiekty istnieją także na Pomorzu Szczecińskim, w Wielkopolsce i na Kielecczyźnie. Nieliczne kamienne krzyże, bardzo podobne do śląskich krzyży pokutnych, aczkolwiek mające być może inny charakter można spotkać także na terenach położonych wzdłuż naszej wschodniej granicy: od Kuźnicy Białostockiej aż po Przemyśl. W sumie w Polsce zostało zinwentaryzowanych około 700 krzyży i kapliczek pokutnych (tych drugich około 60), najwięcej w powiecie świdnickim. Ponadto około 350 obiektów należy uznać za zaginione lub dotychczas nie odnalezione.

W śląskim krajobrazie, zwłaszcza tam, gdzie w przeszłości przeważała ludność katolicka nad protestancką, dominującym elementem jest właśnie krzyż. Kamienny, drewniany, metalowy, umieszczany przy drogach, zwłaszcza na skrzyżowaniach, na głównych placach wiejskich, na górujących nad okolicą wzniesieniach, przed kościołami, znaczniejszymi budynkami i zwykłymi domostwami. Jak więc odróżnić krzyże pokutne od setek innych kamiennych krzyży stojących przy drogach, na polach czy w lasach?

Otóż krzyże pokutne były wykuwane z jednego kamiennego bloku, stąd ich określenie obiekty monolityczne. Ich powierzchnia jest zwykle chropowata, nie do końca obrobiona, ramiona nierówne, kształty rozmaite (wyróżnia się m. in. krzyże o takich formach, jak: łacińskie, maltańskie, św. Antoniego, gotyckie, barokowe, nieregularne, podwójne, z aureolą i inne).

Przeciętne wymiary typowego krzyża pokutnego (wysokość x rozpiętość ra¬mion x grubość) to: 100 x 70 x 20 cm, choć spotyka się krzyże o wysokości 2,5 m, jak też 0,5 m. Często można spotkać krzyże mocno pochylone lub wręcz zapadnięte w ziemię. Materiał, z którego je wykuwano, bywa różny. Najczęściej jest to miejscowa skała, a więc piaskowiec lub granit. Rzadziej spotyka się porfir, gnejs, bazalt czy wapień. Kapliczki pokutne, także monolityczne, mają postać czworokątnego słupa zwieńczonego ostrołukową, owalną lub prostą niszą. Dawniej były w niej obrazy lub figurki, dziś przeważnie świecą pustkami.

Jednakże istnieje pewna cecha, która pozwala na miarodajne zaszeregowanie krzyża do grona pokutnych. Cechą tą jest ryt jakiegoś narzędzia przedstawiony zwykle techniką wklęsłego reliefu na przedniej stronie krzyża. Bardzo rzadko występuje relief wypukły, jak też więcej niż jedno narzędzie na tym samym krzyżu. Na Śląsku najczęściej spotykanym rytem jest miecz, nóż, kusza i topór. Rzadziej spotkać można ryty takich narzędzi, jak: sztylet, dzida, halabarda, szabla, pałka, łopata, widły, sierp, cep, nożyce, kielnia czy strzała. Z reguły przedmioty te interpretuje się jako wizerunki narzędzi zbrodni, co jest zrozumiałe, gdy uwzględni się powszechny w dawnych latach analfabetyzm i związany z tym brak możliwości przekazania tragicznej treści w formie słownej. Rzadziej znaki te interpretuje się jako atrybuty zawodu lub stanu społecznego ofiary (np. miecz, to zabity rycerz, cztery koła, to zabity woźnica, zarys butów, to zabity szewc itp).

Niestety, na Śląsku tylko mniej więcej co trzeci krzyż pokutny posiada jakikolwiek ryt. Przyjmuje się więc, że najstarsze krzyże nie posiadały na sobie żadnych rytów, z czasem zaczęto wykuwać na nich prymitywne ryty narzędzi zbrodni, a następnie także daty lub napisy. Niektóre krzyże można wydatować po skojarzeniu ich z zachowanymi dokumentami, choć nie zawsze jest to zabieg dający stuprocentową pewność. Jednakże analizując dane statystyczne dotyczące rozmiarów i datowania krzyży można dojść do ogólnego wniosku, że im krzyż jest większy, tym jest starszy. Byłoby to zgodne z logiką i tendencją to łagodzenia wymogów kary, jakie z pewnością z czasem następowały.

Potwierdzeniem tej tezy może być odnalezienie górnej części krzyża pokutnego w Stanowicach koło Strzegomia w 1988 roku. Jest to jak dotąd największy i najbardziej masywny krzyż pokutny, jaki odnaleziono nie tylko na Śląsku, ale najprawdopodobniej w całej Europie! Po ewentualnej rekonstrukcji miałby on blisko 4 metry wysokości! Jego monstrualne rozmiary wskazują na to, iż jest to właśnie ten krzyż pokutny, o którym jest mowa w cytowanym na wstępie dokumencie z 1305 roku.

Wszystkie współczesne lokalizacje krzyży pokutnych można podzielić na pierwotne (oryginalne) i wtórne. Niestety, nie da się tego z całą pewnością stwierdzić w odniesieniu do każdego obiektu. Można jednak z dużym prawdopodobieństwem domniemywać, iż na oryginalnych miejscach stoją krzyże znajdujące się w miejscach mało uczęszczanych, na przykład w środku lasu czy na przetrwałej przez wieki polnej miedzy.


Krzyż pokutny z Potworowa, dwa ujęcia


Czasem lokalizacja wskazana w dokumencie ugody pokutnej pokrywa się z dzisiejszym usytuowaniem obiektu. Jest tak w przypadku kapliczki pokutnej ze wsi Panków koło Świdnicy, którą zgodnie z zapisem w compositio noszącym datę 20 marca 1494 roku, morderca miał wystawić koło mostu na Bystrzycy. Kapliczka ta, będąca najstarszą datowaną kapliczką pokutną w Polsce i jedną z najstarszych w Europie, stoi tam nadal.

Spośród wspomnianych około siedmiuset krzyży i kapliczek pokutnych przeszło jedną czwartą stanowią obiekty wmurowane, najczęściej w ogrodzenia cmentarzy przykościelnych. W przeszłości umieszczano je tam w celu ochrony przed zniszczeniem, traktując ten zabieg jako swoiście pojętą formę opieki nad tymi zabytkami. Niestety, z czasem część z nich została zatynkowana i zapomniana. Niektóre, gdy po latach stary tynk zaczął odpadać, odkryto ponownie (np. w miejscowościach: Buków, Miłków, Nowojów Łużycki, Rogów Sobócki, Str. Bogaczowice, Studnica, Warzyń, Wągrodno, Żagań).

Na krzyże pokutne zwrócił uwagę już w połowie XVI wieku niejaki Usmarus Grissonius, jezuita, który w swym sprawozdaniu z podróży z Wiednia do Pragi, jakie z datą 21 maja 1556 roku przygotował dla Ignacego Loyoli, między innymi tak pisał: ... przy drogach przez lasy, zwane niegdyś Hercyńskimi, wszędzie widzimy niskie kamienne krzyże, którym przydano miecze, siekiery, topory, sztylety na kamieniu wyryte… Najstarsze wzmianki dotyczące krzyży pokutnych na Śląsku oraz zwyczajowego prawa z nimi związanego datują się już na XVIII wiek, natomiast już od początku XIX wieku pojawiają się szersze opisy, a nawet pierwsze artykuły wyłącznie im poświęcone, niekiedy w powiązaniu z legendami. Po raz pierwszy krzyże pokutne jako obiekty godne ochrony znalazły się w pięciotomowym dziele Hansa Lutscha o śląskich zabytkach z lat 1886 - 1903. Na marginesie opisów zasadniczych obiektów zabytkowych (raczej monumentalnych), autor odnotował też 104 krzyże pokutne zachowane w osiemdziesięciu miejscowościach Dolnego i Górnego Śląska.

Od końca XIX wieku można dostrzec wyraźny wzrost zainteresowania tematyką zabytków dawnego prawa, co znalazło swój wyraz w coraz większej ilości publikacji na ten temat. Następstwem wzrostu znaczenia ochrony tych przydrożnych pomników przeszłości i średniowiecznego prawa było powstawanie (na terenie wielu państw Europy Zachodniej i Środkowej) organizacji oraz stowarzyszeń zajmujących się badaniem i ochroną tych zabytków. Między innymi w 1985 roku został powołany do życia Ogólnopolski Klub Badaczy i Miłośników Krzyży Pokutnych i Rzeźb Przydrożnych PTTK z siedzibą w Świdnicy na Dolnym Śląsku, zwany w skrócie Bractwem Krzyżowców. Jego powstanie było związane z koniecznością zapobiegania dalszemu niszczeniu i degradacji śląskiego środowiska kulturowego.

Dzisiaj, po tylu latach, gdy Europa się jednoczy i coraz częściej mówi się o wspólnym dziedzictwie kulturowym całego kontynentu, sprawa ochrony krzyży pokutnych i rzeźb przydrożnych, zwłaszcza tych z obcojęzycznymi napisami, jest czymś oczywistym i wręcz odgórnie zalecanym. Niestety, mimo wzrastającego zainteresowania krzyżami pokutnymi, nadal obserwuje się ich bezmyślne niszczenie, mające miejsce zwykle podczas prac drogowych czy ziemnych (wykopy, poszerzanie drogi). Z tych i innych powodów w ostatnich latach z powodu braku znajomości historii czy wręcz ludzkiej głupoty zniszczono krzyże w miejscowościach: Broniszów koło Kożuchowa, Dzierżoniów, Górzec koło Strzelina, Jędrzychów koło Nysy, Jędrzychów pod Zieloną Górą, Mierczyce koło Jawora, Miszkowice koło Kamiennej Góry, Pastwiska k. Cieszyna, Sidzina koło Nysy, Słotwina koło Świdnicy czy Witków koło Kamiennej Góry.

Poważnym problemem, który wcześniej nie występował, są zuchwałe kradzieże różnych zabytków przydrożnych, dokonywane na zlecenie, po czym skradzione obiekty są najczęściej wywożone za granicę, zwykle do Niemiec. Proceder ten pojawił się w połowie lat dziewięćdziesiątych i trwa do dziś. Giną nie tylko zabytkowe drewniane rzeźby z kapliczek przydrożnych, ale także całe kamienne figury i kapliczki. W ostatnich latach skradziono m. in. figury św. Jana Nepomucena ze wsi Jaszkotle koło Wrocławia czy z Wambierzyc koło Nowej Rudy. W roku 1997 w Lądku Zdroju skradziono kolumnę morową z 1722 roku, a latem 2001 roku cenną kamienną kapliczkę z 1685 roku we wsi Golejów koło Lwówka Śląskiego oraz najstarszą na Śląsku kolumnę maryjną z Lubomierza z 1661 roku. Problem ten dotyczy także krzyży i kapliczek pokutnych. W ostatnich latach skradziono krzyże we wsiach: Kulin koło Środy Śląskiej, Jaczków i Rędzinki koło Kamiennej Góry, Piława Dolna koło Dzierżoniowa, Szczejkowice koło Rybnika, Urzuty koło Zielonej Góry i Wolibórz koło Nowej Rudy. Kapliczki pokutne znikły natomiast z Grudzic pod Opolem i z Jastrowca koło Bolkowa. Członkowie Bractwa Krzyżowców zdołali udaremnić kradzież, przygotowanych już do wywiezienia, krzyży pokutnych w miejscowościach Kowary i Miedzianka.

Szkoda, że przez bezmyślny wandalizm lub celowe przestępcze działania znikają z naszej śląskiej ziemi obiekty cenne nie tylko z uwagi na swoją historię, związaną z ludzkimi dramatami i obyczajowością wieków średnich, lecz także mające wymowę moralną. Są one bowiem również znakami przestrogi i pamięci o tym, że każdej zbrodni odebrania drugiemu człowiekowi życia towarzyszyć powinna pokuta i kara.

Andrzej Scheer, Bractwo Krzyżowców PTTK Świdnica

Wysoki Kamień

Każdy kto weźmie do rąk mapę Gór Bardzkich i spojrzy na ich Grzbiet Wschodni z łatwością znajdzie na niej szczyt o nazwie Wysoki Kamień (niem. nazwa Der Hohe Stein). Znajduje się on mniej więcej w połowie linii prostej między wsią Laskówka a Przełęczą Łaszczową. Wierzchołek góry jest dość płaski i wydłużony z dwoma widocznymi niewielkimi wzniesieniami. Na jednym z nich znajduje się właśnie "Wysoki Kamień" będący bardzo masywnym, wysokim i robiącym duże wrażenie blokiem skalnym. Wokół niego, dookoła całego zbocza, znajduje się rumowisko mniejszych bloków skalnych. W dolnej części skały znajduje się wyryta i wypełniona białą farbą inskrypcja w języku niemieckim. W jaki sposób tak olbrzymi blok skalny znalazł się na samym szczycie? Czy został tam przetransportowany czy też odkopany (na co wskazywałoby skalne rumowisko zaścielające zbocze dookoła szczytu). Jeśli tak to jaki był cel takiego działania? Tego już niestety nie wiadomo... pozostała jedynie wielka skała z jeszcze większą tajemnicą! Wyryta na kamieniu inskrypcja w języku niemieckim , podpisania inicjałami "M.F.", głosi: "Tutaj marzyło wówczas dwoje szczęśliwych".

Shone Aussicht

W języku polskim oznacza "piękny widok". Pod tą niemiecką nazwą krył się się jeden z najpiękniejszych i najlepiej zagospodarowanych punktów widokowych w okolicy Barda powstały w 1884 roku. Dogodnie położony na północnym zboczu góry Brony (402 m n.p.m.), otoczony od strony południowej drzewami był doskonałym miejscem wytchnienia w czasie letnich upałów i idealnym przystankiem w drodze na górę Kalwarię. Jego twórcą był Michael Klieeisen, właściciel browarów z Barda (zmarł 5 kwietnia 1918 r.). Kawałek gruntu na którym powstał punkt widokowy Michael Klieeisen kupił za 1800 marek 2 maja 1884 r. od Franza Baslera z Haag (obecnie prawobrzeżna część Barda).


W 2009 r. "Piękny widok" dzięki środkom z Unii Europejskiej został ponownie zagospodarowany. W miejscu dawnego domku, widocznego na starych pocztówkach, powstała wiata dla turystów oraz miejsce na ognisko i grill. Wąska przecinka wśród drzew nie umożliwia podziwiania tak rozległej panoramy Barda jak dawniej, niemniej tego "Piękny widok" wciąż jest doskonałym przystankiem w alternatywnej drodze na szczyt Kalwarii oraz świetnym punktem widokowym.

Grafensitz

Schlabrendorfowie byli właścicielami Opolnicy do 1858 roku, następnie majątek przeszedł drogą spadku w ręce pięknej i romantycznej hrabianki Anny Deym. To z jej inicjatywy zagospodarowano okolice Opolnicy, wytyczono ścieżki spacerowe, urządzono miejsca widokowe, nazwano okoliczne skałki. Szczególnym powodzeniem cieszył się punkt widokowy leżący na wysuniętej skałce nad wysokim brzegiem skalnym Nysy Kłodzkiej, zwany też Grafensitz (miejsce hrabiowskie). Roztaczał się stąd wspaniały widok na przełom Nysy Kłodzkiej, Kalwarię i Bardo. Obecnie to romantyczne miejsce jest całkowicie zapomniane, porośnięte przepięknymi, powyginanymi w różne fantastyczne kształty karłowatymi dębami, liczącymi nieraz po sto i więcej lat podobnie jak i niektóre wyryte w kamieniu znaki...

Jaz w Opolnicy

Elektrownia wodna w Opolnicy powstała w 1921 r. na 114 kilometrze biegu Nysy Kłodzkiej z inicjatywy ostatniego przedwojennego właściciela Opolnicy hrabiego Otto von Schwerin, jako podstawowe źródło prądu dla Barda i pobliskich miejscowości. Była pierwszą tego typu budowlą na Ziemi Ząbkowickiej. Pierwszą zelektryfikowaną wsią, dzięki hydroelektrowni w Opolnicy, w powiecie ząbkowickim, była wieś Grochowa. Elektrownia zbudowana jest z biegnącego w poprzek rzeki wysokiego jazu piętrzącego wodę. Budynek siłowni znajduje się na "sztucznej" wyspie, powstałej po wykonaniu kanałów burzowego i roboczego. W hali maszyn stoją nadal dwa generatory synchroniczne, pochodzące z przełomu lat 1935/1936. Pracowały bezawaryjnie do lipca 1997 r. kiedy to przez siłownię przeszła dwa razy kulminacyjna fala powodziowa. Aby wyobrazić sobie co działo się w tym czasie na tej "wysepce" wystarczy przytoczyć parę suchych liczb: w latach 1951-1998 średnie przepływy przez stopień wodny wynosiły 19,3 m sześciennych na sekundę. W czasie powodzi w ciągu jednej sekundy przez elektrownię wodną w Opolnicy przepłynęło 1790 metrów sześciennych, czyli 93 razy więcej! Obecnie w budynku siłowni pracują dwa generatory asynchroniczne, w pełni zautomatyzowane w latach 2000-2001. Aktualna moc działających bezobsługowo w ruchu ciągłym hydrozespołów wynosi 410kW. " "Tama" w Opolnicy to jedno z najbardziej malowniczych i doskonałych miejsc na spacery oraz naturalna przystań kajakowa. W górę rzeki biegnie niesamowicie malowniczy odcinek Nysy Kłodzkiej otoczony po obu brzegach gęstymi lasami, malowniczymi polami i zielonymi łąkami. To miejsce gdzie w upalne, letnie dni można doskonale odpocząć z dala od cywilizacyjnego zgiełku, wśród szumu i huku spadającej z "tamy" w Opolnicy wody...

Wieże widokowe

Mało kto dziś już pamięta, że w Górach Bardzkich istniały w przeszłości dwie wieże widokowe. Pierwsza z nich znajdowała się na drugim pod względem wielkości szczycie Gór Bardzkich, Ostrej Górze (niem. nazwa Königshainer Spitzberg, 751 m n.p.m.). Ostra Góra jeszcze długo po II wojnie światowej uchodziła za najwyższy szczyt Gór Bardzkich. Jako "najwyższa" góra bezpośrednio dostępna z Kłodzka była bardzo popularna. Kłodzkie Towarzystwo Górskie (w języku niemieckim: Glatzer Gebirgs-Verein. Po lewej stronie tekstu widoczny symbol jakim posługiwało się GGV czyli Kłodzka Róża) już na początku swojego istnienia (koniec XIX w.) wybudowało na Ostrej Górze drewnianą 17-metrową wieżę widokową, z dwoma pomostami widokowymi. W 1890 r. kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu, zbudowano letnią restaurację, którą później przekształcono w całoroczne schronisko "Pod Ostrym Szczytem" (Hubertusbaude). Po 1945 r. góra utraciła swoje turystyczne znaczenie. Schroniska ponownie nie uruchomiono i z czasem popadło w całkowitą ruinę. Z kolei wieża widokowa, postawiona na nowo w 1927 r., przetrwała do połowy lat 50-tych po czym się zawaliła. Kolejna wieża widokowa w Górach Bardzkich została postawiona przez Kłodzkie Towarzystwo Górskie na Anna Warte, dzisiejszym Klimku (567 m n.p.m.). Góra wzięła swą nazwę od imienia dawnej właścicielki Opolnicy romantycznej hrabianki Anny Deym. To właśnie z jej inicjatywy zagospodarowano okolice Opolnicy, wytyczono ścieżki spacerowe, urządzono miejsca widokowe, nazwano okoliczne skałki. Z kolei na cześć narzeczonego Anny, pewnego oficera, który zginął na wojnie sąsiednią górę nazwano Leutnantskoppe (Kopa Porucznika, dzisiejszy Leszek - 546 m n.p.m.). Oprócz wybudowania około 1935 r. drewnianej wieży widokowej Kłodzkie Towarzystwo Górskie na Anna Warte (Klimku) wytyczyło również ścieżki spacerowe. Z kolei na Leutnantskoppe (Leszku) znajdowało się jedyne w tej części Gór Bardzkich schronisko górskie zwane także "w połowie drogi" (Zum hlaben Wege), gdyż leżało mniej więcej w połowie drogi na Przełęcz Srebrną.

Zapomniane szlaki

Złodzkie Towarzystwo Górskie (Glatzer Gebirgs-Verein - GGV) rozpoczęło swoją działalność w 1881 roku w Kłodzku. GGV wytyczało, znakowało i konserwowało szlaki wędrowne po Ziemi Kłodzkiej, urządzało punkty widokowe, ustawiało drogowskazy, tablice orientacyjne, wznosiło doraźne schrony oraz schroniska i wieże widokowe. Wydawało przewodniki, foldery oraz mapy turystyczne z niezbędnymi informacjami o regionie. Zaprezentowane fragmenty map przedstawiają schematyczną sieć oznakowanych szlaków turystycznych i ścieżek jaka istniała w Górach Bardzkich przed 1945 rokiem. Fragment po lewej stronie pochodzi z mapy "Wanderwegkarte der Grafschaft Glatz" wydanej przez GGV w 1935 roku. Fragment po prawej stronie pochodzi z mapy "Wegekarte zum Warthaer Gebrige wydanej przez W. Schweda. Rok wydania nieznany.


Kamień Brygidy

Kamień Brygidy to głaz narzutowy z czerwonego skandynawskiego granitu o wymiarach 210 x 150 cm i wysokości 95 cm (nie wiadomo dokładnie jaka część głazu jest zagłębiona w ziemi). Ten ważący około 9,5 tony głaz został tu przywleczony przez lądolód z terenów dzisiejszej Skandynawii (Szwecji lub Norwegii). Jego wędrówka do obecnego miejsca spoczynku trwała prawdopodobnie około 15 tysięcy lat. Na górnej powierzchni "Kamienia Brygidy" wykuto okazały krzyż o rozpiętości ramion 20 i 22 cm oraz głębokości reliefu około 3 cm.

Kształt krzyża sugeruje jego średniowieczne pochodzenie powiązane z początkami średniowiecznego osadnictwa u podnóża Gór Bardzkich, a ściślej mówiąc z działalnością klasztoru cystersów w Kamieńcu Ząbkowickim. Do początków XIII w. północne, śląskie przedpole Gór Bardzkich było bardzo słabo zasiedlone i pokryte lasami. Góry oddzielały je od Ziemi Kłodzkiej, nieco lepiej zagospodarowanej i należącej do Czech. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ukośny krzyż na "Kamieniu Brygidy" jest znakiem granicznym opactwa cysterskiego w Kamieńcu Ząbkowickim i pochodzi z końca XIII w. Dawna linia graniczna na której leży "Kamień Brygidy" przetrwała przez wiele stuleci. Pomimo wielokrotnych zmian władców, właścicieli ziem, przynależności państwowej, itd. granice zachowywały swój przebieg choć zmieniał się ich charakter. Na przykład linia, która niegdyś była granicą dóbr klasztornych, mogła stać się granicą księstw, wsi, powiatów, lecz wciąż była to ta sama, utrwalona w dokumentach, tradycji i znakami terenowymi, linia. Również obecnie kamień na tym odcinku stanowi granicę pomiędzy gruntami Barda a Dębowiny. "Kamień Brygidy" obok krzyży wykutych na skałach i głazach w Masywie Ślęży oraz na słupach granicznych kasztelanii nysko-otmuchowskiej w okolicach Ziębic i Grodkowa jest jedynym zachowanym średniowiecznym znakiem granicznym w Górach Bardzkich i jednym z nielicznych w Sudetach!

Skąd się wzięła nazwa "Kamień Brygidy"? Pod tą nazwą głaz figurował na niemieckich mapach topograficznych. Tłumaczy ją podanie, które przytoczył w 1926 r. Schweda, nauczyciel z Barda, nie podając niestety źródła. Według podania na kamieniu tym miała zwyczaj siadać i odpoczywać dziewczyna imieniem Brigitta, gdy chodziła do lasu po chrust. Pewnego razu, gry wracała z chrustem, usiadła na nim, jak zwykle, i zmęczona zasnęła. Wówczas ciężka wiązka chrustu, umieszczona w płachcie zarzuconej na plecy, zsunęła się tak fatalnie, że sznur, którym była związana zaczepił się dziewczynie o szyję i udusił ją. Na pamiątkę tego tragicznego wypadku głaz nazwano imieniem jego ofiary.

Jak trafić do "Kamienia Brygidy"? Najprostsze dojście do niego prowadzi z Barda. Ze stacji kolejowej należy pójść w kierunku połuniowo-zachodnim ulicą Krakowską. Po około 300m, na wysokości tunelu, ulica skręca łukiem w lewo, na południe i podąża w głąb doliny. Mijamy zabudowania i cały czas wyasfaltowaną drogą leśną, wzdłuż strumienia, podchodzimy łagodnie w górę doliny. Po przebyciu około 1 km docieramy do celu. Głaz leży po prawej stronie, tuż przy drodze.

Opracowano na podstawie artykułu Tomasza Dudziaka pt. "Kamień Brygidy" w "Karkonosz - sudeckie materiały krajoznawcze", nr 2 (9)/1993, Studenckie Koło Przewodników Sudeckich, Wrocław 1993.

Wilcza Grota

Gdzieś poniżej punktu widokowego nad obrywem skalnym znajduje się tzw. Wilcza Grota. Czy była siedliskiem wilków? Raczej mało prawdopodobne. Nigdy nie była również obiektem żadnych badań naukowych. Jej kształty w postaci korytarza o równych wymiarach, sklepionego półkoliście i biegnącego w głąb góry pozwalałyby domniemywać, że jest dziełem rąk ludzkich. Niektórzy historycy podają, że to właśnie tutaj, w czasie wielkiego pożaru miasta w 1711 r., schronienie przez pewien czas znalazła cudowna Figura Matki Bożej Bardzkiej. Obecnie wejście do groty jest ledwie widoczne, przysypane gromadzącymi się od lat zbutwiałymi liśćmi. Pewne jest natomiast to, że jest to jedyna i największa górska grota na Ziemi Bardzkiej.

Zapomniany grób

W Górach Bardzkich można spotkać wiele wyrytych na skałach napisów, znaków, dat, starych słupków granicznych, głazów, kapliczek czy krzyży. Miały one zwykle upamiętniać jakieś wydarzenia, które w owym czasie uważano za istotne i godne utrwalenia. Większość z nich została jednak zapomniana - pozostały po nich tylko niezrozumiałe dziś ryty na kamieniach, samotne krzyże czy opuszczone i niszczejące kapliczki. Krzyż o którym tu będzie mowa pochodzi z ubiegłego wieku. Został tu postawiony na pamiątkę pewnego tragicznego wydarzenia z końca okresu drugiej wojny światowej...

Mimo, iż Bardo nie ucierpiało w skutek działań wojennych, było jednak świadkiem wielu dramatycznych scen i ludzkich tragedii. Już w listopadzie i grudniu 1944 roku przez miasteczko ciągnęły w siarczystym mrozie tysiące wozów, na których uciekali przed Rosjanami węgierscy Niemcy. Wkrótce dołączyli do nich również Ślązacy. 22 stycznia 1945 roku przez Barda zaczął ciągnąć strumień uciekinierów z Opola, Brzegu, Paczkowa, Otmuchowa, Nysy, Grodkowa, Wrocławia, itd. Był to niezmiernie bolesny widok: 80-letni staruszkowie, małe dzieci, matki z niemowlętami w mrozie, w przepełnionych chłopskich wozach. Razem z uciekinierami przez Bardo przemierzały pochody więźniów z obozów koncentracyjnych, pędzonych pieszo, w mrozie, skąpo ubranych. Kto nie mógł iść dalej, był na miejscu rozstrzeliwany. Rozgrywały się sceny rozrywające serce. Małe dzieci umierały z zimna w ramionach matek. Bardo stało się wkrótce obozem wojennym. Wszystkie klasztory zostały zajęte przez niemieckich żołnierzy. 9 marca 1945 roku rozstrzelano na łące z jednym z bardzkich klasztorów dezertera (pochodził z okręgu Olzy, miał 37 lat, ojciec 5-ga dzieci). Zwłoki pozostawiono leżące na miejscu, a obok postawiono tabliczkę z napisem "Zabity przez gniew ludu". Wszyscy jego koledzy bardzo mu współczuli, a on zaklinał się, że nic złego nie uczynił. Później ktoś postawił w tym miejscu metalowy krzyż - miejsce symbolicznego grobu, który ostał się wśród polnych traw i kwiatów do dziś, a jedynie nieliczni już znają dramatyczną historię człowieka, który zakończył tutaj swoje życie...

Dwór Burghausów w Opolnicy

Najcenniejszym zabytkiem Opolnicy był piękny, renesansowy dwór rodziny Burghausów (ówczesnych właścicieli Opolnicy) z początku XVI w., przebudowany w XIX w. Było to założenie prostokątne, piętrowe z wysokimi, bliźniaczymi szczytami o fantazyjnym wykroju, mieszczącymi piętrowe poddasze.


Dwór ten został uszkodzony w 1945 r., popadł w ruinę i został rozebrany w latach 70-tych. Wewnątrz była interesująca, spiralna, drewniana klatka schodowa, drewniane stropy belkowe i sklepienia kolebkowe z lunetami, a okna ujęte były w kamienne opaski. Z dworu zachowały się tylko nikłe fragmenty murów.
Obecnie w jego miejscu stoi domek jednorodzinny. Obok stoją jeszcze zachowane okazałe zabudowania gospodarcze.





Świdnicka Kaplica

W drugiej połowie XVII wieku niemały zapał w organizowaniu pielgrzymek do Barda wykazywali między innymi jezuici ze Świdnicy. Jezuickie pielgrzymki z racji pobożności i skromności ich uczestników zyskiwały szczególne pochwały ze strony bardzkiego duchowieństwa. Już Ojciec Rektor Jan Aschinger mówi przy wpisie swego nazwiska do bardzkiej Księgi Celebrantów 9 września 1664 i 1665 roku o "supplicatio annua" (z łac. corocznej pielgrzymce). Według studium Hermana Hoffmann'a szło z tą pielgrzymką zawsze od 2 do 4 jezuitów. W tej samej księdze wpisali się jezuiccy celebransi, ojcowie: Krzysztof Nossig, Jan Barufaldi, Mateusz Zeldler, Tobiasz Felbiger, Michał Tatscher, Jan Schambogen (późniejszy rektor uniwersytetu w Pradze w Czechach), Jan Wilim oraz inni. Świdniccy pielgrzymi zawsze polecali się z wielką ufnością Matce Bożej w Bardzie. Dowodem tego jest przykład ustania epidemii czerwonki w Świdnicy w dniu powrotu dorocznej pielgrzymki do Barda. Pielgrzymi przypisywali to wstawiennictwu Najświętszej Dziewicy, którą w bardzkim sanktuarium gorąco błagali o pomoc. Liczba pielgrzymów wahała się od 300 do 600 osób. Jeden z ojców jezuitów prowadzący pielgrzymkę wygłaszał w kaplicy zbudowanej przez obywateli świdnickich (na zboczu, na północ od miasteczka, przy drodze, którą przybywały pielgrzymki ze Świdnicy), czyli w tzw. "świdnickiej kaplicy", bardzo zachęcające przemówienie w drodze do Barda i z powrotem.

Kaplica, o której wyżej jest mowa, powstała z pewnością w drugiej połowie XVII wieku. Dokładną datę powstania "świdnickiej kaplicy" (1694 rok) sugeruje wzmianka o przeprowadzonym jej remoncie przez ówczesnego proboszcza ks. Otto Birnbacha w 1894 roku, który polecił ją odnowić na jej 200-lecie. Ponadto wizerunek kaplicy widnieje na rysunku sporządzonym przez F.B. Wernera ok. połowy XVIII w. przedstawiającym widok ogólny Barda od południowego zachodu co dowodzi, że rok 1694 można uznać za datę powstania "świdnickiej kaplicy".

Oznaczałoby to, że zaraz po "kaplicy górskiej", wybudowanej w latach 1617-1618, "świdnicka" byłaby drugą najstarszą kaplicą w Bardzie, tuż przed stacjami Drogi Krzyżowej, które powstały w 1714 oraz 1727 roku. Niestety, o ile stan zachowania pozostałych kaplic jest zadowalający, o tyle stan "kaplicy świdnickiej" jest po prostu tragiczny! W ciągu ostatnich minionych kilkudziesięciu lat złożyło się na to wiele czynników. Np. tuż obok kaplicy przebiegała droga, którą przybywały do Barda pielgrzymki właśnie ze strony Świdnicy i jej okolic. Po wojnie zmieniono przebieg tej drogi tak, że kaplica znalazła się na uboczu, a łąka na której stała porosła bujnym lasem. Po wysiedleniu rdzennej niemieckiej ludności, przestały również przybywać tą trasą pielgrzymki. Praktykowana od wieków tradycja nagle się urwała. Ponadto okres Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej nie był czasem sprzyjającym dla tego typu obiektów. Kaplica została ograbiona. Dachówki z jej szczytu pozrywane. Wnętrze zdewastowane. To cud, że ktoś kto potrzebował cegły nie wpadł na pomysł, aby ją pozyskać dokonując całkowitej rozbiórki kaplicy!

Kaplica świdnicka wymaga nie tylko pilnego ratunkowego remontu ale przede wszystkim ocalenia od całkowitego zapomnienia! Ten liczący sobie ponad 300 lat zabytek z pewnością był świadkiem wielu interesujących wydarzeń, wizyt tysięcy pielgrzymów, którzy modlili się u jej stóp dziękując Matce Bożej za szczęśliwie przebytą drogę do bardzkiego sanktuarium, przemarszów wojsk gotujących się do bitwy... gdyby jej mury umiały mówić, z pewnością usłyszelibyśmy nie jedną ciekawą historię...

Opracowano na podstawie "Warha (Bardo Śląskie) Historia miejscowości pielgrzymkowej i odbywanych do niej pielgrzymek" O. Józefa Schweter'a, Bardo 2001.

Dawne pustelnie

U stóp Kalwarii w Bardzie jest pewna krótka ale za to bardzo malownicza uliczka, na której znajduje się tylko jeden budynek. Na planach miasta można zauważyć, że uliczka ta widnieje pod oficjalną urzędową nazwą, a dom, który tam się znajduje, ma także swój oficjalny urzędowy numer. Każdemu kto zechce tam trafić, wystarczy, że spyta napotkanego mieszkańca Barda o Skalną 1. Dom na Skalnej jest stary i zupełnie opuszczony.

Sypiące się zmurszałe tynki, powybijane okna oraz liczne sypiące się murowane przybudówki nadają mu wygląd ponurego i tajemniczego labiryntu ścian, pomieszczeń, balkonów, przejść i schodów. Najstarsi mieszkańcy miasta pamiętają pewnie jeszcze, że dawniej znajdowała się w nim bardzka szopka.

Mało kto jednak wie, że jeszcze dawniej, w zamierzchłych czasach, miejsce to było schronieniem wielu bardzkich pustelników. Pierwsze historyczne wzmianki o bardzkim pustelniku pochodzą z 1727 roku. Mieszkał on we własnoręcznie wykonanym drewnianym domku z dachem krytym mchem na zboczu Kalwarii, tuż przy ostatnim najbardziej stromym odcinku drogi do Kaplicy Górskiej. W miejscu tym zamieszkiwało jeszcze wielu jego następców aż do pustelnika Feliksa, któremu jacyś złośliwcy zburzyli domek w 1796 roku. Opuścił on Bardo i udał się w okolice Częstochowy gdzie dalej kontynuował swoje pustelnicze życie. Prawdopodobnie był Polakiem.

U stóp Kalwarii, na Skalnej, tuż na początku wejścia na Drogę Kalwaryjską znajdowały się swego czasu jeszcze dwie pustelnie. Po lewej stronie, na skalnej półce, w 1751 roku społeczność Braszowic zbudowała pustelnię dla należącego do ich miejscowości Antoniego Neumanna, który swoim dzwonkiem zawsze pozdrawiał nadchodzące pielgrzymki, a także dzwonił na Anioł Pański. Niestety, już w 1756 r., na początku wojny siedmioletniej wypędzili go żołnierze, a pustelnię zamienili na wartownię, która później popadła w ruinę i uległa zniszczeniu.


Druga pustelnia znajdowała się dokładnie naprzeciwko, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się dom na Skalnej 1. Zbudował ją, wraz z ogródkiem, w 1760 roku austriacki generał Losy von Losenau jako swój domek emerytalny, który po jego śmierci przeszedł na własność parafii. 22 marca 1793 roku zmarł w tym miejscu czcigodny pustelnik Aleksy Franke. Okoliczną i miejscową ludność zawsze ujmował swoją pobożnością i uczynnością. Ostatnimi pustelnikami w domku Losy’ego byli Aleksy Scholz, zmarły w 1795 roku oraz Betram, a następnie Zefiryn Weiss, który żył tu jeszcze po 1810 roku.

Prawdopodobnie na miejscu domku Losy’ego w 1853 roku wybudował sobie małą pustelnię Joseph Teichmann urodzony w Muszkowicach koło Henrykowa. Ten 13 metrów długi i 7 metrów szeroki kawałek gruntu kupiło Bractwo Zakonne za 40 talarów od dotychczasowego wlaściciela, Herrmann´a. W jego małym pokoju zbudowano ołtarzyk i zainstalowano organy, a wiszący nad drzwiami wejściowymi dzwonek pozdrawiał rozpoczynające z tego miejsca pielgrzymki i górskie procesje. Z surowymi obyczajami połączył Teichmann gorliwość w modlitwach i potrzebę czynienia dobra. To sprawiło, że był tak ochoczo odwiedzany przez pielgrzymów.

Na początku 1843 r. Teichmann pielgrzymował wraz z trzema innymi towarzyszami do Rzymu. Przed podróżą jednak został poproszony przez arcybiskupa Miller´a, aby przywiózł mu cząstkę krzyża. Teichmann obietnicę spełnił i zdobył dla biskupa ową relikwię z Rzymu. Kardynał Konstanty Patrizi potwierdził autentyczność relikwii 14 marca 1843 r. Po powrocie z podróży Teichmann przekazał relikwię proboszczowi. Relikwia była podawana do ucałowania wiernym po kazaniu. 8 stycznia 1848 r. Teichmann wyruszył ponownie do stolicy chrześcijaństwa, jednak dokładne powody tej podróży nie są znane.

Po wybudowaniu pustelni wkrótce zaczął się również zastanawiać nad jej upiększeniem. Zlecił namalowanie repliki obrazu ``Freundschaft Christi´´ do kapliczki znajdującej sie tuż przy jego pustelni (7.IV.1863r.) Kolejny zaś malarz odświeżył na jego zlecenie obraz z blachy ``Chrystus na kolanach u Marii´´, który to został powieszony na lipie stojącej po dziś dzień obok pustelni. Teichmann zmarł 11 grudnia 1872 r. jako ostatni z pustelników. Jego domek znalazł się ponownie w posiadaniu Bractwa Zakonnego, od którego później kupił ją Bergvater Batzdorf.

Obecny budynek na Skalnej został prawdopodobnie wybudowany pod koniec II połowy XIX wieku na miejscu pustelni Joseph’a Teichmanna. Dom uległ od tego czasu wielu przebudowom, które nadały mu dzisiejszy ostateczny kształt. W niższych partiach murów być może zachowały się fragmenty domku w którym generał Losenau oraz wielu jego następców wiodło pustelniczy żywot i tu go pobożnie zakończyło. Niszczejący obecnie budynek przypomina niewątpliwie pustelnię, jednak opuszczoną i popadającą w katastrofalną ruinę, czekającą na kogoś, kto w nim zamieszka, przywróci mu dawny blask i przypomni czasy jego świetności…



Podyskutuj na forum


Obejrzyj galerię zdjęć


Księga Gości


Trasy spacerowe



Copyright 2010 © Tomasz Karamon
Design & code - Anna Karamon
Bardo 2010


stat4u